Co do nazewnictwa – ukrywanie prawdziwego charakteru pracy za dziwnymi nazwami jest naganne
przy rekrutacji. W mojej firmie sprzedawca to handlowiec, który sprzedaje kserokopiarki używane i zawsze ma przy sobie toner do kserokopiarki
co do managera nowego produktu to coż, ktoś pokusił się o spolszczenie nazwy new business manager, funkcjonującej z powodzeniem szczególnie w środowisku reklamy i wyszła taka niefortunna hubryda.
Zgadzam się, iż ukrywanie prawdziwego charakteru pracy przy rekrutacji jest naganne. Nie negowałbym jednak w całości używania wymienionych przez Ciebie, Pawle, nazw. Doradca techniczno-handlowy np. w firmie usługowo-handlowej zajmującej sie uzdatnianiem wody (sprzedaż typowo doradcza, wymagana duża wiedza techniczna) to nazwa bardziej odpowiadająca charakterowi pracy niż po prostu handlowiec. Z drugiej strony zatknąłem się np. z nazywaniem product managerem zwykłego PH, co już jest, moim zdaniem, nadużyciem.
Kolejna sprawa to niski prestiż zawodu handlowca. Wydaje mi się iż duża część osób kojarzy handlowca jako tępego, namolnego gościa prubującego wcisnąć nam coś, czego nie potrzebujemy. Odpowiedzialność za ten wizerunek ponoszą, moim zdaniem, niektóre firmy o praktyce hanlowej roden z amerykańskich poradników dla akwizytorów z początku wieku, skoncentrowane własnie na “wciśnięciu” produktu klientowi. Ten model odchodzi, na szczęście, do lamusa, ale swoją negatywną PRowo robotę wykonał.
A przecież na handlu ten świat stoi.
Żadna idea, usługa czy produkt nie zaistnieje bez bez odpowiedniego sprzdania go/jej odbiorcom.
Powstaje więc pytanie: jak zmienić negatywny wizerunek handlowca?
Jest jeszcze gorzej z tym wizerunkiem handlowca. I to nie tylko w otoczeniu firmy, ale również wewnątrz. Sprzedawcy są jak mi się wydaje, a potwierdzają to ludzie badający te sprawy, grupą zawodową zawsze nieco wyizolowaną i w różnym stopniu sknfliktowaną z pozostałymi działami firmy. To zjawisko powszechnie znane i nic tu nie ma odkrywczego, ale nie spotkałem się, z jakąś zadawalającą teoretyczną próbą wyjaśnienia tego zjawiska.
1.skojarzenia związane z samą nazwą:
tutaj zgadzam się z Michałem, że często nietypowe(?) nazwy niosą informację iż od takiej osoby oczekuje się czegoś jeszcze, np. inzynier sprzedaży odpowiedzialny jest też za doradztwo techniczne czy wdrożenie nowego produktu, w branży IT zadomowiło się określenie KAM, co z kolei czasem jest odpowiednie ze względu na poziom osób docelowych w targecie, a czasem nie. Niezbyt zgrabną próbą jest np. określenie referent handlowy, dla osoby sprzedającej z pozycji biura.
odrębną sprawą jest tendencja do uciekania w nazwie od określenia “sprzedaż”- nikt nie lubi wszak, kiedy się mu coś sprzedaje, to słowo nabrało niezyt przychylnych konotacji co do wzajemnych relacji obu stron, inaczej moim zdaniem rzecz się ma ze znaczeniem “handlowiec”.
2.skojarzenia związane z osobą handlowca i jego pracą
parę czy parenascie lat temu zepsuli rynek agenci ubezpieczeniowi, o których prawda ludowa głosiła, że są niebotycznie wyszkoleni w zakresie technik, po nich niechlubną pałeczkę przejęli przedstawiciele farmaceutyczni.
Być może chęć ukrycia funkcji w nazwie jest bardziej lub mniej świadomą próbą odcięcia się od tego dziedzictwa branżowego?
tym bardziej że niezależnie od nazwy stanowiska - sprzedawca jest rozliczany przede wszystkim z wyników sprzedaży - i ja również
faktem jest że wielu sprzedawców w niektórych branżach działa w sposób który trudno nazwac etycznym…ale to chyba temat na oddzielny wątek
tym bardziej że niezależnie od nazwy stanowiska - sprzedawca jest rozliczany przede wszystkim z wyników sprzedaży - i ja również
faktem jest że wielu sprzedawców w niektórych branżach działa w sposób który trudno nazwac etycznym…ale to chyba temat na oddzielny wątek
Myślę, że na taki a nie inny wizerunek handlowca poniekąd sami sobie zapracowaliśmy. Czy sprzedawcy zależy dzisiaj na tym aby zaspokoić potrzebę Klienta czy może wyłącznie na “złapaniu” Klienta i skasowaniu prowizji. Wiele oczywiście zależy od branży, w której się działa. Czasami sprzedawcy zależy na długofalowej współpracy i wtedy nie tylko buduje, ale i utrzymuje zaufanie Klienta. Czasami jednak chodzi o jednego “deala”. W mojej branży często się słyszy opinie, że handlowiec przyjechał, zaczarował, naobiecywał wiele, podpisał umowę i skasował prowizję. I co dalej …. Klient nie może się wycofać, bo zbyt wiele już go projekt kosztował, a wdrożenia (operacje) mają twardy orzech do zgryzienia. Jak tu zaufać takim sprzedawcom …. To są główne obawy Klientów przy dużych projektach.
w mojej firmie jest stanowisko np. specjalista ds. handlu i marketingu… a przecież jestem sprzedawcą oprogramowania.
Też się czasem zastanawiam po co? Ale dobrze, że nie jest tam Sales Specialist:-)
Przedstawiciel handlowy czy doradca to zupełnie inna rzeczywistość. Sprzedawca, w mojej skromnej opinii, kserokopiarka to ktoś kto nie szuka klientów w sposób czynny. Nie negocjuje. Nie ma obowiązku podtrzymywać relacji z klientem. Oczywiście są wspólne zadania, które zarówno sprzedawca jak i PH powinni wziąć sobie do serca, jak choćby dbanie o wizerunek, profesjonalna obsługa…
Zwróćcie także uwagę, że każdy PH bez większych kłopotów nazwie siebie sprzedawcą i Tonery do kserokopiarki to będzie zgodne z prawdą. Natomiast spytajcie sprzedawcy czy czuje się przedstawicielem czy doradcą? Myślę, że będzie miał z tym mały problem.
Podsumowując: tam gdzie jest sprzedawca, zachodzi reakcja klient-towar (czy produkt). Tam gdzie są doradcy i PH zachodzi reakcja klient-oferta gdzie często mamy wpływ na ostateczny wybór dokonywany przez klienta.
Jeśli sprzedajesz rozwiązanie warte kilka mln USD, pracujesz nad tym 2 lata, w tym czasie prowadzisz dziesiątki rozmów z potencjalnym klientem, to też jesteś sprzedawcą! I nie ma to nic wspólnego z tym, czy sprzedajesz produkt “z półki”, czy rozwiązanie szyte “na miarę”.
Sprzedawca to brzmi dumnie! “-)
Jak napisałem PH jest sprzedawcą i to jest prawda, ale różnica pomiędzy jednym zawodem a drugim jest znaczna. Tego się będę trzymał
Na marginesie przypomniało mi się jak w czasach Manager-ów wszystkich szczebli pojawiło się w prasie ogłoszenie, że redakcja szuka osoby na stanowisko Sprint Managera. Ponieważ nie bardzo wiedziałem (mimo dobrej znajoności angielskiego) o jakie stanowsko chodzi, to postanowiłem zadzwonić. Jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałem, że chodzi o tzw. gońca a nazwę wymyślono bo nikt nie chciał pracować jako goniec.
accountant to… księgowy
Edycja: dnia 11.12.06 o godzinie 21:43
Tonery do kserokopiarki
Przepraszam za przejęzyczenie: “accountant” zmieniamy na “account” cokolwiek by to nie znaczyło istnieje w kilku wersjach (-:
Piotr, Paweł Skrzyński edytował(a) ten post dnia 12.12.06 o godzinie 08:27
0 Responses
Stay in touch with the conversation, subscribe to the RSS feed for comments on this post.